sobota, 18 maja 2013

Imagin z Liamem.



- Kocham Cię. Nad życie. Ale przepraszam. Tak będzie lepiej. Być razem nie możemy. Na prawdę przepraszam. Chciałbym, ale nie mogę. - Powiedział ze smutkiem.
- Ale Liam... Dlaczego? - Spytałaś. Z twych powiek zaczęły spływać strumieniami łzy.
- Przepraszam. - Wypowiedział ostatnie słowo i opuścił Cię samą w Twoim domu. Opadłaś na ziemię. Klękłaś i schowałaś twarz w dłonie. Łkałaś samotnie, cicho w kącie. Rozpacz trwała około godziny, ponieważ przerwała Ci w niej Twoja mama.
- Co się stało? - Zapytała przerażona podchodząc do Ciebie ujmując twe zaczerwienione policzki w swoje zimne dłonie. Spotkanie chłodu z gorącem Twojego ciała wywołało u Ciebie gęsią skórkę.
- On, on mnie zostawił.. - Rozpłakałaś się jeszcze bardziej.
- Liam? - Spytała zdziwiona.
- Tak. mój Liam.
Twój tata podniósł Cię na swoje ramiona i nasiósł do twojego pokoju po czym ułożył na łóżku. Zmęczona od razu zasnęłaś. Obudziłaś się z ogromnym bólem głowy. Miałaś nadzieję, ze to jedynie straszny sen. Myliłaś się. To wcale nie był koszmar. Wybrałaś numer Payna i nacisnęłaś zieloną słuchawkę. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci, czwarty, piąty i poczta. Załamana opadłaś na poduszkę, którą dostałaś od swojego chłopaka, a właściwie to od byłego. Spojrzałałaś na nią z żalem. Spłynęło na nią parę łez, po czym rozerwałaś ją na pół. Nie wiedziałaś dlaczego Liam odszedł od Ciebie co zasmucało Cię, jak i rozłaszczało. Wpadłaś na pomysł, by dowiedzieć się prawdy. Wsiadłaś w samochód i pokierowałaś się na doskonale znaną Ci ulicę. Podjechałaś pod dom. Podeszłaś i zadzwoniłaś dzwonkiem. Chwilę poczekałaś. Nikt nie otwierał. Dopiero paru minutach drzwi wejściowe się otworzyły a w nich stała sprzątaczka Payna.
- Gdzie jest Liam? - Zapytałaś
- To Ty nie wiesz? Liam jest poważnie chory. I właśnie pojechał do szpitala na operację, która może uratować mu życie lub... - Nie pozwoliłaś jej dokończyć.
- Który szpital?
- Pamiętasz ten, w którym wylądowała mama Liama?
- Mhm.
- To ten.
- Dziękuję. - Odjechałaś. po piętnastu minutach byłaś już pod szpitalem. Od razu udałaś się do izby przyjęć i zapytałaś o Payna. Gdy dowiedziałaś się w której sali go operują od razu pod nią pobiegłaś. Na ławce siedziała również Karen. Normalnie uśmiechnęłabyś się do niej promiennie na przywitanie lecz teraz nie miałaś sił na to. Usiadłaś koło niej i czekałaś.
Oczekiwanie dłużyło się niemiłosiernie. Nerwowo przeczesywałaś włosy. Po czterech godzinach z sali operacyjnech wyszedł mężczyzna w średnim wieku. Karen jak oparzona podskoczyła i podbiegła do niego.
- Co z nim? - Zapytała.
- Wszystko będzie dobrze, obiecuję.
*miesiąc później*
- Dlaczego mnie zostawiłeś? - Spytałaś przytomnego już Liama.
- Nie chciałem, byś przeżywała wraz ze mną moją chorobę. Chciałem żebyś żyła w miarę normalnie.
- Nie mogę bez Ciebie żyć.
- Kotku, ale to nie zmienia mojej decyzji. Kocham Cię. Pamiętaj.
- Ale jak to? - Spytałaś.
Nie odpowiedział. Zmieszana wybiegłaś z budynku. Wsiadłaś do samochodu i odpaliłaś silnik. Jechałaś niewiadomo gdzie. Byłaś strasznie zdenerwowana. Licznik przekraczał 150 km / h. Nie przejmowałałaś się tym. Nagle wpadłaś w poślizg. Twój samochód uderzył w drzewo. Ambulans przyjechał w niedługim czasie. Zabrał Cię na noszach i zawiózł do tego samego szpitala, z którego wybiegłaś pół godziny temu. Liam gdy dowiedział się o Twoim wypadku wybłagał, byś leżała z nim w jednej sali.
Około godziny 23 lekarz wyprosił na chwilę chłopaka, by przeprowadzić z Tobą poważną rozmowę.
To co Ci powiedział okazało się być dla Ciebie strasznym i z początku uznałaś to za żart. Lecz gdy zapewnił Cię, że nie jest to dowcip załamana ukryłaś twarz w dłoniach. Pan w białym fartuchu opuścił pomieszczenie i wpuścił do niego Payna.
- Co się stało? - Zapytał podchodząc do Ciebie.
- Umieram. - Powiedziałaś.
- Jak to?
- Mój mózg przestaje normalnie funkcjonować. Już zaraz odłączą mnie od tych wszystkich urządzeń i zasnę. Na zawsze. 
Rozpłakał się.
- Ale Ty nie możesz. Nie pozwalam Ci! - Krzyknął.
- Kochanie. Zawsze Cię będę kochała, pamiętaj. - Uśmiechnęła się przez łzy.
- Ja Ciebie też. - Pocałował ją ostatni raz namiętnie i czule.
*pół godziny później*
Liam przez szybę spoglądał jak przykrywali Cię białym prześcieradłem. Odeszłaś. Na zawsze.



Po Twojej śmierci chłopak odmówił przyjmowania leków, które utrzymywały go przy życiu. W przeciągu miesiąca choroba wykończyła go i zmarł. Wiedział, że idzie do Ciebie. Nie mogliście być razem na ziemi, więc będziecie razem w niebie. Na zawsze. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz